Natalia Wiśniewska

Spis treści

Pigment męski

świat jest zorientowany na kobiety, mówisz

bo te egzotyczne rozróżnienia na zlew

nie chce mi się tego rozumieć

gorąco się z tym nie zgadzam

i ustawiam piec – łukiem triumfalnym domu


czasem warto usłyszeć opowieści starych kobiet

kiedy podnosisz kamień ziemia staje się lżejsza

a twoja dłoń cięższa

Zagłada linii papilarnych

Opuszka: W nim coś się stało, nie sądzisz?

Ciarki: Tak, źródła magii wyschły.

Opuszka: Dawno, dawniej niż nigdy w brudny świt w Gdańsku,

w dziesięć na piętnaście centymetrów wspomnienia.

Ciarki: Oczy jak dym za szkłem, zobacz.

Opuszka: Ale przecież tańczy!

Ciarki: Udaje. Wiem, że w domu chowa prześcieradło z którego przestał być dumny.

Opuszka: Hm, gdyby nie ta szybka to już by mruczał.

Neofici codzienności

W reakcji głodowej ryzykownych skojarzeń

pukam do ust pokoi

trudno ocenić czas

sufit wstając rano

ucisk na plecy leżąc w ciemności na wznak

ja, miłość

rozpoznana ciut za szybko

w rozpalonej trzeźwości

ryzykownych skojarzeń

reakcji głodowej

robię realizm

z wyraźnym er korytarz

Piach w głosie

w smutny upał

w smak kawy i krwi

samoizolacja w skrzeku kakadu

w pożar

potem w powódź

i już niewiele rzęs zostało

w język, co nie trafia

i w powietrze, co się nie goi

Okrąg niedoskonały

wiosenny kwiat rośnie w bardzo starym lesie

twardy rysunek 3H

białe rondo kapelusza

niewinny pierścień Saturna

ty – ziewający do nieba wykrzyknik

Przekroczenia

słyszę w nocy jak przewraca się w tobie tłuszcz

strachu, na drugi brzeg byle do jutra


twoje słowa zostawiają na mnie plamy

drzazgi gdy głaszczę ekran naszego czata

zazdrosny laptop wyłącza się kiedy się kochamy


budzi nas w środku nocy

niespełnienie, wyprowadza cię na kanapę jakiegoś pokoju

o którym istnieniu dowiaduję się tylko ze snu


jestem sarną i chodzę z tobą pod rękę

w grzecznym lesie

przed nami dryfujące skały

wkrótce ponownie usłyszę

nie wiedziałem że popiół jest tak miękki

Randka

Nazwę cię Szafał

tak na cześć mojej szafy

ona też nie ma żadnego kąta prostego


Na ekologicznej karcie SD

przechowujesz fotografie domu

kryształy kortyzolu na meblościance


W całym swoim życiu na myślenie o bogactwie poświęciłeś dwie godziny

no może cztery


W ciągu trzech ostatnich kaskad zauroczyła cię

hałda szkła warunkowej miłości

Wiersz geometryczny

Słoneczko, promyczków niepełne

dziecko wyuczone strachu

krwionośnik czerwona glina

tępo oszlifowane krawędzie cyborga

Wydłubane z rzeki

patrzę na to łóżko w mroku

tam leżymy my


tam miłość leży

w kształcie światła niespokojna


lepka od boga

szczera i ufna


miłość wynajmująca młode i stare ciała

Czasowniki i ogniska

czyjeś nogi i stopy

czekamy

na ten sam tramwaj

szynami palić czas


już dziesięć lat się tli

coś, w popielatej ciszy

miękko nazywa daty

ciepłem, dachowej papy


wszystko co bezludne oswajamy

nago, w bród w oddechy nie pełne

nocą niebo płonie

nad rzeką nad snem


a w śnie głowa

rzeczny kamień oble nieruchomy

w środku zamieszkała zbyt mądra chmura

o kolorze zimnej wojny


domu dach opada na dwie strony

równika, linia rysuje drzwi

geometryczny placek ciepła

do wchodzenia i do wychodzenia

do mimowolnego ustalania wnętrz

dom o progu nie do przejścia

stan zapalny czasownika

jak odruch bezwarunkowy ucieczka


nie śpię

jedwabisty kłębek ciszy

na języku, pestka kwaśnej wiosny

matowy poranek

Animus ani mus/ For_matka

zrobiła się pusta – wylałeś się

przeciekłeś przez opuszka palca serdecznego

wydrążona misa bioder

podstawia się pod deszcz wiórów z brązu

są małe i mienią się jak brokat jak mak

którym rzucaliśmy w belkę stropową na znak więzi

z duchami, zje kutię i wpadnie w sen zimowy

odkryje gdzie leżały fundamenty domu

powracającego snu dzieciństwa

nie czas na firanki nie ma okien nie ma ścian

ale komin już stoi i tatuuje powietrze

obecnością, woła po imieniu:

natalioewowandoelżbietomariannoanastazjo

Kołysanka

prawe oko płacze wcześniej

oko prawe szybciej kapie piecze

rodowa łuszczyca oka

jaskra i zaćma kobiet kopnięta kibić


kap kap kapię sobie do podusi

ani mru mru warkocz dusi

plecionka dziejów miga mruga

na dobranoc na wersalce


tej co zjadły babcię mole

chodzi lisek koło drogi

tańczy śpiewa w kole dole

kosi łapci kosi nogi


jezdnia smoła dookoła

ciarki ślipki śniące słońce

na kocyku na huśtawce

ciało spało miło mało

Gituwa

gituwy

pijawki zamiast brwi

armia palców uzbrojonych w łopaty

szpadlem wskazującym nieskończoność

podajesz mi grobowa ziemię


czasem

odplam

w sobie

gituwę

naprawdę to potrafię

i wtedy się mnie lubi a czasem nawet boi

i wtedy się mnie lubi a czasem nawet boi


kiedy ją pokazuję taką niby to broń

to widać

że jest zrobiona

przez inne kobiety

z tego

co miały

to takie super rozczarowujące

ale

zawsze robi wrażenie

poważnie

uwierz mi

jest niebezpiecznie dziadowska

kiedy staję szeroko w rozkroku

a nogi wrastają mi w ziemię

kiedy staję szeroko w rozkroku

a nogi wrastają mi w pole


w którym

byłyśmy

kiedyś zakopane

wciągamy korzenny pył

który zatokami

przetacza

kamienie otępiałych źrenic

moja

i twoja

źre-nicość

błąkających się tęczówek

to nie sen

to pustka

w której oleisty kurz

daje nam ślub

czarna kreska na powiece

powoli

zbliża się

do serca

trawestacja wiersza Gituwa, Katarzyny Malejki

Matka

A ja tu wybijam swoje bicie serca

o tobie

i o mnie

i o tej sytuacji


Pamiętam

jak byłam w Australii

i przypominały mi się kaloryfery

takie rzeźby

rzeźby domowe

rzeźby pokojowe na salonach

dziwne

rytmiczne

kanciaste

obrastające tłustym ciepłem

i jak kładłam na nie

mokre skarpetki


łoooo mamo!

dlaczego nie jesteś ciepła jak kaloryfer?!

dlaczego nie suszysz moich skarpetek?!

dlaczego nie jesteś ciepła jak kaloryfer?!

dlaczego nie suszysz moich skarpetek?!

Mamo! Ściano!

alkoholu oparów damo

mamo!

lodowa królowo samosabotażu

bramo rozkosznego bólu

w tobie temperatura przewyższa warozę u ulu

warkoczem kroczę w dziedzictwie bólu

przeplot wódy i wody

to są nasze genów kody

lodowej góry lśniące szczyty

gdzie mnie widzisz

gdzie mnie słyszysz

teraz

teraz

teraz


łoooo mamo!

dlaczego nie jesteś ciepła jak kaloryfer?!

dlaczego nie suszysz moich skarpetek?!

dlaczego nie jesteś ciepła jak kaloryfer?!

dlaczego nie suszysz moich skarpetek?!


dzierżysz berło mocy

prze-mocy

gdybyś tylko chciała przyjąć moją moc

po-moc


Mamo! Ściano!

© 2026 Natalia Wiśniewska — Site by elefantcat